Pytacie mnie czy widziałam to"coś" na naszej tablicy ogłoszeń?
Widziałam, a i owszem...
Żywot tego dzieła sztuki nie trwał jednak długo. Już po południu nie było po nim śladu.
A jak wyglądał? Co o tym myślą inni?
Odsyłam do strony :
http://mamnewsa.pl/newsy,4459-kety-plakatem-w-burmistrza
sobota, 22 września 2012
poniedziałek, 16 lipca 2012
O poszukiwaniu korzeni
Pamięć ludzka jest baśniowym sezamem, który tylko czeka na magiczne zaklęcie otwierające zamknięte komnaty. W tej właśnie skarbnicy poszukajmy śladów życia rodziny Plessner...
Jej potomkowie, w poszukiwaniu korzeni, dotarli do Łęk i grojeckiego przysiółka Łazy.
Poszukiwane są informacje o Emanuelu Plessnerze (synu Maurycego i Pesly), który urodził się w Łękach
między 1870-75 rokiem. Maurycy był prawdopodobnie synem Józefa Plessnera, właściciela karczmy w Grojcu w latach 1857-1882. Rodzina Plessnerów weszła w posiadanie majątku w Łazach..
Dwór w Łazach (woj. małopolskie, pow. oświęcimski) nie ma za sobą wielkich dziejów i z pewnością nie jest perłą architektury, ale jest jednym z wielu zwyczajnych miejsc, które od pokoleń kształtowały historię tej ziemi i które bezpowrotnie odchodzą dzisiaj w niepamięć.
Dwór został zbudowany w XX wieku przez rodzinę Radziwiłłów, którzy nabyli Łazy, jak i sąsiedni Grojec około 1905 roku.
W okresie międzywojennym majątek za długi przejął żyd Samuel Plessner, który władał nim aż do wybuchu II wojny światowej.
Po zakończeniu wojny majątek został rozparcelowany, a dwór przejęła Gminna Spółdzielnia Samopomoc Chłopska w Grojcu. Popadający w ruinę dwór znajduje się obecnie w posiadaniu Agencji Własności Rolnej.
Zdjęcia pochodzą ze strony:
http://eksploratorzy.com.pl/viewtopic.php?f=74&t=3364
Drodzy czytelnicy, poszukajmy w pamięci swojej, zapytajmy bliskich. Może ktoś pamięta jakieś opowieści, historie związane z rodziną Plessner. Jej potomkowie będą Wam wdzięczni.
środa, 28 grudnia 2011
Żeńskie drużyny pożarnicze
OSP Łęki miała w przeszłości
dwie Żeńskie Drużyny Pożarnicze. Obydwie istniały zaledwie po kilka lat.
Pierwsza z nich została utworzona w 1946 r., a decyzja o jej
zwołaniu zapadła na pierwszym po wojnie zebraniu wyborczym Straży. Członkiniami
i założycielkami było 7 dziewcząt dziewcząt wieku 17-22 lat: Zofia Brzozowska,
Helena Cegielski, Katarzyna Dziubek, Zofia Kolasa, Janina Radwan, Janina
Skęczek i Maria Zarzycka. Wkrótce potem szeregi zasiliło kolejne 8 dziewcząt,
tak więc pierwsza drużyna liczyła w sumie 15 ochotniczek, którymi opiekował się
Wojciech Żmudka. Drużyna istniała tylko dwa lata i ostatecznie przestała
istnieć w 1949 roku.
Na drugą
drużynę trzeba było czekać aż do 1966 r. Sprawami organizacyjnymi zajęła się wówczas
Krystyna Januszyk, wyznaczona na komendanta. Szkoleniem zajmował się Stanisław
Drabczyk. Dziewczęta wygrały zawody rejonowe w Osieku w 1968 r., a w 1971 r.
zajęły czwarte miejsce na zawodach wojewódzkich w Krakowie. Ochotniczki dbały
również o wystrój remizy i otoczenia wokół niej. Organizowały imprezy
kulturalno-oświatowe i przygotowywały strażackie zabawy, a także prowadziły
kontrolę przeciwpożarową na terenie wsi. Drużyna istniała do 1973 r., kiedy to
podjęto decyzję o jej rozwiązaniu, na skutek braku napływu nowych członkiń. W
gronie ochotniczek znalazły się 23 dziewczyny: Teresa Drabczyk, Zofia Drabczyk,
Krystyna Drabek, Antonina Gasidło, Janina Gawęda, Agnieszka Grygierczyk,
Krystyna Januszyk, Władysława Kubajczyk, Anna Matlak, Rozalia Maślak,
Stanisława Matlak (ur.1953 r.) Stanisława Matlak (ur. 1956), Maria Misik, Stefania Misik, Janina Nikiel, Zofia Olszewska,
Teresa Sosnowiec, Michalina Szyszka, Aleksandra Topa, Anna Witkowska, Maria
Zarzycka, Janina Żak i Łucja Żak.
Na podstawie "Zarys Dziejów Ochotniczej Straży Pożarnej w Łękach 1893-1998" autorstwa Kazimierza Dziubka.
poniedziałek, 26 grudnia 2011
Szopka Bożonarodzeniowa w Bielanach
Jak co roku przy ołtarzu polowym w parafii św. Macieja w Bielanach oglądać można piękną szopkę Bożonarodzeniową.
czwartek, 22 grudnia 2011
Wigilijny kompot z pieczek
Kompot z pieczek albo z suszu, jak kto woli, to wigilijne danie, którego nie może zabraknąć na żadnym świątecznym stole. Ale kompot z fasolą lub grochem, to potrawa iście regionalna, charakterystyczna dla terenów Podbeskidzia.
W Łękach jada się fasolę z kompotem od zawsze. Obowiązkowo. Ja nie protestuję, choć nie smakuje to zbyt dobrze. Siła tradycji jest jednak w tym wypadku najważniejsza.
Jak zrobić groch z kompotem z pieczek?
Pieczki (kawałki jabłek, gruszek) suszymy od lata do jesieni, na słońcu lub w piecu (w rurze). Śliwki najlepsze są wędzone, oczywiście w przydomowej wędzarni, jeśli ktoś posiada. Ostatecznie można je kupić w sklepie lub użyć suszonych śliwek kalifornijskich. Żadnych moreli, żadnych suszonych bananów nie dodajemy!
Suszone owoce moczymy w wodzie na dzień przed wigilią. Gotujemy w lekko osolonej wodzie około godzinny, aż owoce zmiękną. Można dodać szczyptę cynamonu, kilka goździków. Słodzić należy miodem, ewentualnie cukrem, według uznania.
Fasolę Jaśka lub groch moczymy również w wodzie dzień wcześniej, aby nie gotował się zbyt długo. Po ugotowaniu groch należy odcedzić. Fasolki zalewamy kompotem i ...delektujemy się wybornym smakiem :)
W Łękach jada się fasolę z kompotem od zawsze. Obowiązkowo. Ja nie protestuję, choć nie smakuje to zbyt dobrze. Siła tradycji jest jednak w tym wypadku najważniejsza.
Jak zrobić groch z kompotem z pieczek?
Suszone owoce moczymy w wodzie na dzień przed wigilią. Gotujemy w lekko osolonej wodzie około godzinny, aż owoce zmiękną. Można dodać szczyptę cynamonu, kilka goździków. Słodzić należy miodem, ewentualnie cukrem, według uznania.
Fasolę Jaśka lub groch moczymy również w wodzie dzień wcześniej, aby nie gotował się zbyt długo. Po ugotowaniu groch należy odcedzić. Fasolki zalewamy kompotem i ...delektujemy się wybornym smakiem :)
Oświadczenie
Drodzy Czytelnicy,
na łamach czasopisma CZAS ukazał się felieton pani Filozofki, dotyczący dziennikarstwa obywatelskiego i powstania kilku witryn dotyczących sołectw naszej gminy, do których odnośniki znajdują się również na tym blogu.
Pragnę podziękować za reklamę bloga na łamach CZASU, a jednocześnie zaznaczyć, że blog nie powstał z inicjatywy osób powiązanych w jakikolwiek sposób ze stowarzyszeniem MiG XXI ani jakichkolwiek ugrupowań politycznych działających na terenie naszej gminy.
Blog Moja Mała Ojczyzna jest całkowicie apolityczny i służy jedynie kultywowaniu tradycji i dbałości o lokalną historię.
na łamach czasopisma CZAS ukazał się felieton pani Filozofki, dotyczący dziennikarstwa obywatelskiego i powstania kilku witryn dotyczących sołectw naszej gminy, do których odnośniki znajdują się również na tym blogu.
Pragnę podziękować za reklamę bloga na łamach CZASU, a jednocześnie zaznaczyć, że blog nie powstał z inicjatywy osób powiązanych w jakikolwiek sposób ze stowarzyszeniem MiG XXI ani jakichkolwiek ugrupowań politycznych działających na terenie naszej gminy.
Blog Moja Mała Ojczyzna jest całkowicie apolityczny i służy jedynie kultywowaniu tradycji i dbałości o lokalną historię.
wtorek, 20 grudnia 2011
Kalendarz strażacki na 2012 rok
Tegoroczny kalendarz naszych strażaków szczególnie
przypadł mi do gustu. Zdobią go unikatowe zdjęcia z lat 20-tych, 50-tych i 60-tych, na których wielu mieszkańców Łęk znajdzie swoich bliskich.
Udało się ustalić nazwiska osób znajdujących się na zdjęciu z 1930 roku (pierwsze zdjęcie z prawej strony). Są to: od góry od lewej Jan Dusik,
Antoni Gabryś, Władysław Radwan, Jan Chwierut, Józef Drabek, Ignacy Matlak, Andrzej Dziubek, Antoni Drabek, Jan Januszyk, Jan Babiuch, Andrzej Dusik, Józef Dziubek, Józef Amrozi, Franciszek Koryciński, Antoni Januszyk, Andrzej Majda, Józef Żmudka, Franciszek Wójcik i Stanisław Jasiński.
P.S.
Jeśli ktoś z Państwa zechce podzielić się swą wiedzą, w jakich okolicznościach zostały zrobione owe zdjęcia i kto się na nich znajduję, zachęcam do kontaktu.
przypadł mi do gustu. Zdobią go unikatowe zdjęcia z lat 20-tych, 50-tych i 60-tych, na których wielu mieszkańców Łęk znajdzie swoich bliskich.
Udało się ustalić nazwiska osób znajdujących się na zdjęciu z 1930 roku (pierwsze zdjęcie z prawej strony). Są to: od góry od lewej Jan Dusik,
Antoni Gabryś, Władysław Radwan, Jan Chwierut, Józef Drabek, Ignacy Matlak, Andrzej Dziubek, Antoni Drabek, Jan Januszyk, Jan Babiuch, Andrzej Dusik, Józef Dziubek, Józef Amrozi, Franciszek Koryciński, Antoni Januszyk, Andrzej Majda, Józef Żmudka, Franciszek Wójcik i Stanisław Jasiński.
P.S.
Jeśli ktoś z Państwa zechce podzielić się swą wiedzą, w jakich okolicznościach zostały zrobione owe zdjęcia i kto się na nich znajduję, zachęcam do kontaktu.
środa, 14 grudnia 2011
O wróżeniu pogody
"Od Łucji do Wilii licz dwanaście dni,a w jakim to sobie toku,
słonko we dnie, w nocy gwiazdy,
światłem tuż po sobie lśni,
takim będzie miesiąc każdy,
w nadchodzącym tobie roku"
Przepowiadanie pogody to nie tylko domena górali. W Łękach, zwłaszcza w gronie osób starszych, popularny jest zwyczaj obserwacji pogody począwszy od dnia świętej Łucji (13 grudnia) do Wigilii. Przez okres dwunastu dni bacznie przyglądamy się niebu i na tej podstawie wnioskujemy, jaka będzie aura w poszczególne miesiące.
Póki co styczeń będzie ciepły i bez opadów. Równie sucho, ciepło i pogodnie będzie w lutym. Cóż, na nartach chyba nie pojeździmy, ale zaoszczędzimy na ogrzewaniu i utrzymaniu dróg.
Jaki będzie marzec, okaże się jutro. Zachęcam do obserwacji pogody.Ponoć natura nie kłamie, a grudniowe przepowiednie pewniejsze są od zapowiedzi stacji meteorologicznych.
poniedziałek, 12 grudnia 2011
Podłaźniczka, Diduch i szczodroki
Kilka
wieków temu, zanim Boże Narodzenie stało się świętem komercji i kiczu, ludzie z
nadzieją i optymizmem spoglądali w niebo. Widzieli na nim prawdziwego zwycięzcę
– Słońce, które począwszy od 22 grudnia znów zdobywało władzę nad ciemnością.
Rozpoczynały się Święta Godowe (słowiańskie Boże Narodzenie), trwające do
dzisiejszego święta Trzech Króli.
Podczas
trwania Godów zaprzestawano wszelkiej pracy fizycznej i spędzano czas na
wzajemnych odwiedzinach, przyjmowaniu gości, obdarowywaniu się prezentami i
śpiewaniu tradycyjnych, starych pieśni. W każdym domostwie ustawiano Dyducha,
czyli skoszony podczas żniw snop pszenicy, owsa lub żyta, reprezentujący duchy
przodków. W celu zapewnienia obfitości przyszłorocznych zbiorów ustawiany był
kłosem do góry. Belki sufitu zdobiła podłaźniczka, czyli
słowiańska choinka, którą robiono z czubka jodły zawieszanej wierzchołkiem w
dół. Dekorowano ją jabłkami, orzechami, łańcuchami z główek lnu i opłatkami
wycinanymi w rozmaite wzory. Choinka, którą znamy pojawiła się w Polsce dopiero
w XIX wieku i jest zwyczajem zaczerpniętym z protestanckich Niemiec. 
W czasie Godów każde domostwo
nawiedzane było przez grupy kolędnicze. Podłaźnicy odwiedzali gospodarstwa do
końca roku i składali gospodarzom wierszowane życzenia pomyślności i dostatku.
Wspólnie śpiewano kolędy i częstowano się nawzajem świątecznymi przysmakami. Do
chałup zaglądali też szopkarze, czyli chłopcy z własnoręcznie zrobioną szopką
lub kolorową gwiazdą, których wesoły śpiew roznosił się po okolicy. Kolędnicy
wystawali pod oknami chaty i czekali na uprzejme zaproszenie gospodarzy.
Podobnie jak, nieco bardziej widowiskowe grupy herodów, których przedstawienia
miały charakter religijny. Długość przedstawienia i liczba postaci była różna,
ale zawsze występował król Herod, żołnierze, Żyd, śmierć i diabeł. Piękne
rekwizyty i specjalnie dobrane stroje, sprawiały, że każdy gospodarz chętnie
witał w swym progu wiejskich aktorów. Równie chętnie wpuszczano do domostw
grupy z maszkarami – turoniem lub niedźwiedziem. Ta grupa kolędników skłonna
była do figli i dowcipów. Turoń straszył kobiety i dzieci kłapiąc paszczą i
dzwoniąc dzwoneczkiem. Kolędowaniu towarzyszyły tańce i psoty. W Nowy Rok do
domów pukali szczodroki - młodzieńcy, którzy nie stronili od napitku, robiący
wiele hałasu i wprowadzając atmosferę zabawy.
Święto Godów było wyjątkowym okresem
w roku. Ludzie czekali na nie z utęsknieniem i godnie celebrowali początek
nowego życia. Nie było telewizji, błyszczących prezentów, kolejek w sklepach,
czerwonego Mikołaja, zbędnych wydatków. Byli bliscy i przyjaciele. I to
wystarczyło, by poczuć świąteczną atmosferę. Oby każdy z nas umiał poczuć tą
radość w sobie.
Wesołych Godów, Wesołego Bożego Narodzenia.
piątek, 2 grudnia 2011
Czas na pierniki
Święta zbliżają się wielkimi krokami. A dla mnie, i pewnie wielu z Was, nie ma świąt bez PIERNIKÓW.
Poniżej przedstawiam przepis na ciasteczka, który znają najstarsze mieszkanki Łęk. Ciasto zawsze się udaje i jest bardzo proste w przygotowaniu. Najważniejszy jest jednak czas. Piernik musi dojrzewać, w tym tkwi jego tajemnica.
Składniki;
1 kg mąki pszennej,
1/2 l miodu
1/2 szklanki cukru
kostka masła lub smalcu (żadnej margaryny)
3 jajka
szklanka piwa
3 łyżeczki sody oczyszczonej,
pół szklanki mleka
100 g zmielonych orzechów włoskich
kilka łyżek skórki pomarańczowej lub pokrojone rodzynki
pół łyżeczki soli
przyprawy do piernika (mogą być gotowe)-cynamon, kardamon, gałka muszkatołowa, imbir, goździki, odrobina kakao
Przygotowanie:
Ciasto najlepiej zarabiać w św. Katarzynę, najpóźniej na św. Barbarę.
Mleko podgrzać i wymieszać z sodą. Do dużego garnka wlać piwo, dodać cukier, miód i tłuszcz. Zagotować na wolnym ogniu. Następnie dodać kakao i przyprawy. Lekko wystudzić.
Mąką przesiać na sitku do glinianej miski, dodać sól, orzechy i bakalie. Wbić jajka, wlać mleko z sodą, a następnie wystudzone piwo z miodem i resztą składników. Wyrobić ciasto ręką. Nie używamy żadnych mikserów. Tak powstałą masę należy włożyć do glinianego garnka i nakryć ściereczką. Wstawić do zimnej i ciemnej piwnicy. Ciasto powinno leżakować koło miesiąca.
Po leżakowaniu kroimy na małe kawałki, wałkujemy i wycinamy ciasteczka. Wierzch smarujemy jajkiem roztrzepanym w mleku i odstawiamy do piekarnika na maksymalnie 10 minut w temp. 180 stopni. Najlepiej piec je w rurze, jeśli ktoś ma jeszcze piec węglowy.
Po upieczeniu pieniki układamy warstwami i przekładamy owiniętymi w ściereczkę obierkami z jabłek. Obierki zmieniamy co dwa dni, a całość nie powinna trwać dłużej niż tydzień. Wówczas ciastka będą miękkie i aromatyczne. Wtedy można je dekorować według uznania.
Smacznego:)
Poniżej przedstawiam przepis na ciasteczka, który znają najstarsze mieszkanki Łęk. Ciasto zawsze się udaje i jest bardzo proste w przygotowaniu. Najważniejszy jest jednak czas. Piernik musi dojrzewać, w tym tkwi jego tajemnica.
Składniki;
1 kg mąki pszennej,
1/2 l miodu
1/2 szklanki cukru
kostka masła lub smalcu (żadnej margaryny)
3 jajka
szklanka piwa
3 łyżeczki sody oczyszczonej,
pół szklanki mleka
100 g zmielonych orzechów włoskich
kilka łyżek skórki pomarańczowej lub pokrojone rodzynki
pół łyżeczki soli
przyprawy do piernika (mogą być gotowe)-cynamon, kardamon, gałka muszkatołowa, imbir, goździki, odrobina kakao
Przygotowanie:
Ciasto najlepiej zarabiać w św. Katarzynę, najpóźniej na św. Barbarę.
Mleko podgrzać i wymieszać z sodą. Do dużego garnka wlać piwo, dodać cukier, miód i tłuszcz. Zagotować na wolnym ogniu. Następnie dodać kakao i przyprawy. Lekko wystudzić.Mąką przesiać na sitku do glinianej miski, dodać sól, orzechy i bakalie. Wbić jajka, wlać mleko z sodą, a następnie wystudzone piwo z miodem i resztą składników. Wyrobić ciasto ręką. Nie używamy żadnych mikserów. Tak powstałą masę należy włożyć do glinianego garnka i nakryć ściereczką. Wstawić do zimnej i ciemnej piwnicy. Ciasto powinno leżakować koło miesiąca.
Po leżakowaniu kroimy na małe kawałki, wałkujemy i wycinamy ciasteczka. Wierzch smarujemy jajkiem roztrzepanym w mleku i odstawiamy do piekarnika na maksymalnie 10 minut w temp. 180 stopni. Najlepiej piec je w rurze, jeśli ktoś ma jeszcze piec węglowy.
Po upieczeniu pieniki układamy warstwami i przekładamy owiniętymi w ściereczkę obierkami z jabłek. Obierki zmieniamy co dwa dni, a całość nie powinna trwać dłużej niż tydzień. Wówczas ciastka będą miękkie i aromatyczne. Wtedy można je dekorować według uznania.Smacznego:)
środa, 9 listopada 2011
O klęskach żywiołowych, które nawiedzały Łęki
Przed powstaniem w 1893 r. Straży Pożarnej w Łękach nie było żadnej zorganizowanej formy walki z żywiołami. Epidemie, powodzie i pożary czyniły prawdziwe spustoszenie.Najgroźniejsze były wylewy Soły i je dopływów. Pierwsza ze znanych tragedii miała miejsce w 1504 r. Powódź była tak wielka, że wezbrana Soła całkowicie zniszczyła sąsiadującą z Łękami wieś Szparowice (!), która przestała istnieć. W inwentarzu zamku oświęcimskiego z 1549 r. napisano, że na folwarku w Łękach zbiera się rocznie dwa brogi siana "kiedy woda nie popsuje". Groźna była powódź w maju 1652 r. W 1765 r. wybrańcy łęccy Franciszek i Anna Skalińscy skarżyli się lustratorom królewskim, "że im wiele gruntu Soła rzeka zabrała jeden tylko kamieniec nieużyteczny zostawiwszy". Piotr Małachowski, posesor Łęk, pisał w 1771 r. :"w Łękach rzeka Soła przez wylewy i podmywanie brzegów znaczne robi szkody i wymaga ciągle robienia tam i jazów". Najgroźniejsza chyba powódź miała miejsce w 1813 r. Wtedy to w Łękach Soła zmieniła koryto i przesunęła się o kilkadziesiąt metrów na zachód. Z kolei powódź w 1903 r. zniszczyła część starego cmentarza przy bielańskim kościele tak, że"trumny i kości pływały falami". Soła wylewała systematycznie niemal co roku. Skutki powodzi starano ograniczać się poprzez budowę specjalnych umocnień brzegowych, tzw. trawer. Końcem XIX w. było ich w Łękach 12, do dziś zachowały się jeszcze trzy.
Groźne i niszczycielskie były wylewy nie tylko Soły, ale i Macochy. Koniecznością jej regulacji zajął się nawet Sejm Krajowy we Lwowie w 1892r. Gmina Łęki skarżyła się, że "woda potoku Macochy zalewa nie tylko grunta, ale wchodzi do domów, stodół, studzien i piwnic". Na terenie Łęk Macochę uregulowano w latach 1911-1917. Wykonano także regulację potoku Bystrz na granicy Łęki i Bielan (kanał Ulgi). Niestety nie dokończono na odcinku Katański Gaj-Soła. Skutki są do dzisiaj widoczne bo Bystrz zalewa pastwisko co kilka lat.Oprócz powodzi jeszcze inne nieszczęścia spadały na Łęki. Wielokrotnie nawiedzały wieś zarazy, którym najczęściej towarzyszyły nieurodzaje, głód i wysoka śmiertelność. Najtragiczniejsze pod tym względem były lata1797, 1807, 1826, 1846-1849, 1883-1884.
Pierwsza wzmianka o pożarze w Łękach pochodzi z 1778r. Wtedy to chłop łęcki Jakub Malec "pogorzał i czynszu powinnego nie oddał". Ówczesny starosta oświęcimski i posesor Łęk Piotr Małachowski zwolnił doświadczonego przez pożar Jakuba Malca z obowiązku uiszczenia pańszczyzny. W 1808 r. spalił się dom Ignacego Burdy, ekonoma na folwarku dworskim. Być może, że przy pożarze poważne obrażenia odniósł sam Burda, bo zmarły w tym samym roku, mając zaledwie 43 lata. W 1858 r. spalił się dom nr 32 Wojciecha Szczęsnego. W 1872 r. miał miejsce pożar u Franciszka Gabrysia nr 80, nie wiadomo jednak czy palił się dom czy też zabudowania gospodarcze.Łęki były wielokrotnie nawiedzane przez klęski żywiołowe. W końcu XIX w. dojrzała myśl, aby założyć we wsi organizację spieszącą na pomoc i ratunek w przypadku żywiołu, a zwłaszcza ognia.
Ze wstępu do "Zarysu dziejów Ochotniczej Straży Pożarnej 1893-1998"
autorstwa Kazimierza Dziubka.
Prace na stadionie ŁKS „Soła” Łęki
Łęcki klub wzbogaci się w kolejnym
sezonie sportowym o nową murawę. Na terenie stadionu prowadzone są prace
związane z renowacją nawierzchni boiska oraz stawiana wyremontowana
wiata i kładziona kostka brukowa.
Obok głównej murawy powstaje właśnie
drugie boisko z nawierzchnią trawiastą o wymiarach 91 x 48 metrów.
Obecnie trwają prace ziemne; nakładane są kolejne jej warstwy i sypane
nawozy mineralne, mające przyspieszyć wzrost trawy, która wkrótce
zostanie zasiana. Na boisku zainstalowana będzie także instalacja
zraszająca. Wzdłuż głównej murawy kładziony jest również chodnik z
kostki brukowej, na którym wznoszona jest wyremontowana wiata. Koszt
inwestycji to 125 tys. zł. Całość środków pochodzi z budżetu Gminy Kęty.
Termin zakończenia prac budowlano-remontowych na terenie stadionu ŁKS „Soła” Łęki to 18 listopada.
Artykuł zamieszczony na serwisie Info-Kęty.
http://www.info.kety.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=3201:prace-na-stadionie-lks-soa-ki&catid=1:aktualnopci&Itemid=30
wtorek, 8 listopada 2011
Lokalny przysmak
Jak zrobić Fułę?
Składniki:
4 szklanki otrąb lub pszenicy grubo mielonej
1,5 litra wody
1 łyżeczka soli
0,5 kg boczku wędzonego
Zagotować wodę z solą. Wsypać otręby (pszenicę) i parzyć ok.1 godziny. Podawać polane wytopionym tłuszczem i skwarkami z boczku. Z kwaśnym mlekiem ...
A teraz panierowany schab...
Składniki:
60 dkg kotleta bez kości
20 dkg pieczarek
1 cebula
6 plasterków sera żółtego
bułka tarta do panierki
sól, pieprz, olej do smażenia,
jajko
Kotlety nacinamy robiąc kieszonkę i przyprawiamy solą i pieprzem. Pieczarki kroimy drobno, cebulę w kostkę i smażymy razem . Do każdej kieszonki dajemy 1 plaster sera i pieczarki, spinamy wykałaczką, panierujemy a następnie smażymy.
Idealne na świąteczny obiad...
środa, 2 listopada 2011
O Edwardzie Rudzińskim słów kilka
Znakomita
ziemiańska rodzina Rudzińskich herbu Prus III związana była z Łękami od 1901 r.
Wtedy to dobra łęckie kupili od Lucjana Wrotnowskiego Hipolit i Gizela
Rudzińscy i tu zamieszkali. Hipolit Rudziński (1858-1904) zmarł w Gesendorf
koło Wiednia. Wdowa po nim, Gizela Rudzińska z domu Barańska (1873-1950)
sprzedała w 1907 r. dobra łęckie kuzynowi Hipolita, Oskarowi Rudzińskiemu. Ten ostatni
mieszkał już wtedy w Osieku, którą to posiadłość nabył w 1885 r. W ten sposób
Rudzińscy stali się właścicielami dóbr położonych głownie w Osieku i Łękach,
ale także w Bielanach i na Zasolu.

Znamienitą
osobistością rodziny Rudzińskich był niewątpliwie Edward Rudziński, który
urodził się 1 czerwca 1891 r. w Osieku. Był trzecim z kolei z czterech synów
Oskara i Gabrieli z Wrotnowskich. Edward ukończył w 1909 r. gimnazjum klasyczne
w Bielsku, by następnie studiować leśnictwo w Wyższej Szkole Rolniczej w
Wiedniu, uzyskując w 1914 r. tytuł inżyniera. Specjalizował się ponadto w
rybactwie i hodowli ryb. W 1919r. po
śmierci ojca przejął wspólnie z braćmi Andrzejem i Marianem zarząd nad dobrami
osieckimi. Edward podążając śladami ojca zainteresował się gospodarką stawową,
zarówno od strony teoretycznej jak i praktycznej. Jego hodowla szczepu karpi
osieckich uznawana była w okresie międzywojennym za najlepszą w Polsce. Tu
zaopatrywały się prawie wszystkie gospodarstwa stawowe w tarlaki dla
odświeżenia krwi. Ukoronowaniem osiągnięć Rudzińskiego był złoty medal dla
karpi osieckich na Powszechnej Wystawie Krajowej w Poznaniu w 1929 r. Cechą
charakterystyczną prac Rudzińskiego było podejście praktyka, który szukał dla
wyjaśnienia zaobserwowanych zjawisk naukowego wytłumaczenia. Największe
znaczenie miały pionierskie nie tylko na skalę europejską, ale i światową,
badania nad dziedziczeniem pokrywy łuskowej karpi. Rudziński odkrył działanie
praw Mendla w hodowli karpi i jako pierwszy wykazał doświadczalnie, z pokrywa łuskowa
u krapi dziedziczona jest według tych praw. Z innych osiągnięć Rudzińskiego w
dziedzinie ichtiologii wymienić należy prace dotyczące selekcji karpia,
zależności występowania łusek na ciele karpi oraz tempo ich wzrostu. Wyniki
swoich prac badawczych Edward publikował w wielu fachowych pismach zarówno
polskich, jak i zagranicznych.
Edward Rudziński był bardzo
aktywny zawodowo. Przed wojną był członkiem Związku Organizacji Rybackich w
Warszawie, prezesem Sekcji Rybackiej Związku Ziemian w Krakowie. W 1936 r. opracował
dla Ministerstwa Skarbu projekt klasyfikacji gruntów pod wodami dla ustawy o
podatku gruntowym. W 1945 r. zarządzał gospodarstwami stawowymi o powierzchni
4000 ha w Miliczu. W 1947 r. utworzył w Związku Organizacji Rybackich Komisję
Selekcji Karpia i był jej przewodniczącym do 1949 r. Od 1949 r. był biegłym
sądowym w zakresie rybactwa śródlądowego przy Sądzie Apelacyjnym w Krakowie. Od
1957 r, pracował w Zakładzie Biologii Wód Polskiej Akademii Nauk w Krakowie.
Będąc już na emeryturze pracował jeszcze jako konsultant naukowy w Rybackiej
Stacji Doświadczalnej Krakowskiej Akademii Rolniczej w Mydlnikach.
Edward początkowo mieszkał w
Osieku. Po założeniu rodziny, w 1921 r. zamieszkał w Łękach i pozostał tu aż do
wybuchu wojny. Brał aktywny udział w życiu wsi. Do 1935 r. był członkiem Rady
Gminnej, a w latach 1935-1939 członkiem Rady Gromadzkiej w Łękach. Często
zabierał głos na zebraniach, a jego wystąpienia zawsze spotykały się z aprobatą
pozostałych radnych. W 1936 r. był
inicjatorem urządzenia domu gminnego dla potrzeb różnych instytucji wiejskich,
co zostało zrealizowane. Szczególnie angażował się w sprawy szkolnictwa. Był
długoletnim członkiem Rady Szkolnej Miejscowej w Łękach. W 1938 r. wysunął
projekt wybudowania we wsi nowej szkoły. Według niego Łęki pod względem szkolnictwa stoją bardzo źle, m.in. z powodu
braku odpowiedniego budynku szkolnego. Prace przygotowawcze zostały rozpoczęte,
jednakże wybuch wojny przekreślił tą wspaniałą ideę. Rudziński był także przyjacielem
Straży Pożarnej, choć nie był jej członkiem. Brał udział w uroczystościach strażackich,
przekazywał wiele cennych nagród na loterie organizowane przez straż. W latach
1934-1939 był prezesem Kęckiej Spółki Wodnej. Zarząd spółki tworzyli wtedy: Jan
Czecz, Andrzej Dusik, Adam Fryda, Edward Rudziński, Antoni Seweryn i Benedykt
Tyszkiewicz. Spółka ta nadzorowała gospodarkę wodną rzeki Macochy i jej do- i odpływy.
Gospodarstwo Rudzińskich było
wielokomórkowe. Prowadzono hodowlę ryb, produkowano karpia konsumpcyjnego i
narybek karpia. Na dużą skalę hodowano było mleczne klasy fryzyjskiej. W skład
dóbr wchodziły dwie gorzelnie, młyn, cegielnia, tartak, browar oraz wytwórnia
wódek i likierów. W Łękach była gorzelnia, obory, prowadzono polowe.
Gospodarstwo Rudzińskich było znaczącym pracodawcą dla mieszkańców Łęk. Dla przykładu w 1922 r.
były tu zatrudnione na stałe 33 osoby, a kilkadziesiąt osób pracowało w okresie
wiosenno-letnim.
Dom Rudzińskich gościł w swoich
progach wiele znakomitych osób. W 1929 r. dobra Rudzińskich odwiedził prezydent
Rzeczypospolitej Ignacy Mościcki.
Po wybuchu
wojny Rudziński zgłosił się na ochotnika do Komendy Szwadronu Zapasowego 8
pułku ułanów w Krakowie i od 3 września brał udział w walkach. Majątek Łęki-Bielany-Osiek został przejęty
przez władze niemieckie, a Rudzińscy zostali wysiedlenie do Generalnego
Gubernatorstwa. Zamieszkali w Krakowie. Od wiosny 1941 r. aż do końca wojny
Rudziński pracował w Związku Organizacji Rybackich , jako kierownik sekcji
hodowli karpia i melioracji stawów. Organizował pomoc techniczna i finansową dl
zniszczonych przez wojnę gospodarstw stawowych. Przez całą wojnę Rudziński
działał aktywnie w ruchu oporu, działał
w Armii Krajowej. Po utworzeniu obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu Rudziński
wspierał Grupę Przyobozową Batalionów
Chłopskich Wojciech Jekiełka i udzielał jej pomocy finansowej.
Po wojnie majątek Rudzińskiego
przejęła Polska Akademia Umiejętności w Krakowie, a następnie utworzono tu
Państwowe Gospodarstwo Rolne. Z obszaru dworskiego wydzielono kilka działek, na
których wzniesiono budynki przedszkola i remizy Ochotniczej Straży Pożarnej.
Obecnie zabudowania podworskie popadły w ruinę, gorzelnia jest nieczynna. Po
pięknym niegdyś parku i ogrodzie nie ma śladu.
Edward Rudziński zmarł w
Warszawie w 1980 r. Ostatnie trzy lata swojego życia spędził właśnie w tym
miejscu. Pochowano go jednak w Krakowie, na cmentarzu Rakowickim, obok małżonki
Ewy z Dulębów.
Autorem artykułu jest Kazimierz Dziubek .
piątek, 30 września 2011
Kto w Łękach bywał…
W
przeszłości bywało w Łękach wielu znamienitych gości o nietuzinkowych
życiorysach.
Łęki
były ponadto odwiedzane przez biskupów krakowskich. Nie byłoby w tym nic
nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że nigdy nie było tu ani kościoła ani
parafii. W dniu 08.06.1883 r. przybył z
wizytą kanoniczną do kościoła w Bielanach biskup Albin Dunajewski. Następnego dnia, tj. 09.06.biskup odwiedził łęcką
szkołę. W księdze lustracyjnej pozostawił własnoręcznie skreślone słowa:
„Dnia 9 czerwca 1883 r. zwiedziłem w czasie
wizyty kanonicznej szkołę w Łękach, a widząc pracę Pana Nauczyciela i postęp
dzieci błogosławiąc, życzenia najszczersze dalszego rozwoju dla chwały Bożej
dobra Ojczyzny pozostawiam. +Albin Biskup Krakowski”.
W
rękopiśmiennym sprawozdaniu z tej wizyty przechowywanym w Archiwum Kurii
Metropolitalnej w Krakowie znajduje się notatka, że wizyta w szkole w Łękach
biskupowi „najmilsze wrażenie sprawiła
tak dla śmiałych i dobrych odpowiedzi dzieci jak i gorliwości nauczyciela. Daj
Boże by tacy wszędzie byli:. Warto jeszcze zaznaczyć, że nauczycielem, który
tak dobre wywarł wrażenie na biskupie, był wtedy w Łękach Nikodem Bojakowski.
W dniu 10.09.1926 r. przy okazji
wizytacji kanonicznej kościoła bielańskiego, odwiedził Łęki biskup Adam Stefan Sapieha (1867-1951). Biskup
Sapieha przyjechał do Łęk na zaproszenie właściciela dóbr łęckich Edwarda
Rudzińskiego.
Sługę Bożą Matkę Celinę Borzęcką zaliczyć można wręcz do bywalczyni w Łękach.
Matka Celina Borzęcka wraz z córką Jadwigą były założycielkami Zgromadzenia
Sióstr Zmartwychwstania Pańskiego. W latach 1891-1900 odwiedziła Łęki
niezliczoną ilość razy. Przyjeżdżała tu do Gabrieli Wrotnowskiej, swej
serdecznej przyjaciółki i zarazem dobrodziejki klasztoru. Gabriela oddała
nieocenione usługi Siostrom w jakże trudnym, początkowym okresie organizacji
życia klasztornego. Wspierała zakon moralnie i materialnie.
Kilka
wycinków z kronik klasztornych i listów
Matki Borzęckiej
„Potem
herbata w Łękach i zawieźli mnie karetą do Kęt” (1892)
„Wracam
z Łęk bardzo rada, że tam byłam”(1892)
„List
otrzymałam w chwili wyjazdu do Łęk-poczciwa pani Wrotnowska uważa, ze mnie
wszyscy znać powinni” (1892)
„Pani
Wrotnowska zabrała Matkę naszą do siebie na obiad” (1894)
„”Matka
wróciła po jednodniowym pobycie w Łękach” (1898)
Również
w Łękach odbyło się uroczyste pożegnanie Matki Borzęckiej, z udziałem
okolicznego ziemiaństwa, przed jej dłuższym wyjazdem do Rzymu.
W 1879 r. odwiedził Łęki Kazimierz Chłędowski, historyk, eseista
i powieściopisarz, ale i polityk. Był długoletnim urzędnikiem ministerialnym w
Wiedniu. W 1899 r. został ministrem dla Galicji w austriackim rządzie Clary’ego
i Witteka. Rozmiłowany był w kulturze i sztuce Włoch, którym poświecił kilka
świetnych monografii. Napisał wiele studiów obyczajowo-historycznych. Był autorem znakomitych, nieco skandalizujących
„Pamiętników”. Właśnie w nich poświęcił sporo miejsca Łękom i Wrotnowskim.
Chłędowski był szwagrem Lucjana Wrotnowskiego, syna Antoniego, właściciela dóbr
łęckich.
W Łękach gościło jeszcze wielu
polityków i mniej znanych pisarzy. Nie sposób jednak nie wspomnieć o Julianie Fałacie, cenionym malarzu,
który pochodząc z ubogiej rodziny sam zapracował na swoje studia w krakowskiej
Akademii Sztuk Pięknych. W Łękach bywał tuż przed ślubem z Marią Luizą Comello Stuckenfeld- piękną i
młodą Włoszką. Była ona pod opieką Matki Celiny Borzęckiej i tym samym częstym
gościem dóbr łęckich. Podobnie jak jej przyszły małżonek. Ślub wzięli w
kościele śśw. Małgorzaty i Katarzyny. Potem ruszyli w podróż poślubną.
Miejmy nadzieję, że jeszcze wielu
znanych i cenionych ludzi odwiedzi Łęki. Póki co mamy powody do dumy :)
Na podstawie artykułu Kazimierza Dziubka
"O Łękach i ich gościach niektórych", zamieszczonego w Almanachu Kęckim z 2002r.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








